LOGO
   MENU
 

   INNE
 

   SZYBKI LINK
 

 









HUMOR HISTORYCZNY

Parę śmiesznych cytatów z książek

"Jedynyj prawdziwyj gienierał" - tak mawiano w okresie II Rzeczypospolitej na generała Pożerskiego. Uchodził on za znakomitego artylerzystę, przynajmniej w armii carskiej. Oto jak wyglądała rozmowa marszałka Piłsudskiego z Pożerskim na temat przydatności artylerii przeciwlotniczej:

"POŻERSKI: Nu, ja tyż był na wojnie, tyż widział lotników...
PIŁSUDSKI: No i co, strzelał pan?
POŻERSKI: Nieraz bywało idę z baterią, a tu lotnik, to ja komendę: "W kanawu jejo!"; ot stanęła armata rakiem, a wtedy: "Po aeropłanu - pierwoje!" i walić!
PIŁSUDSKI: I zestrzelił pan?
POŻERSKI: Zestrzelić, nie zestrzelił, ale zdrowo nastraszył... zaraz odleciał...
[...]. Tym oto dialogiem nie tylko "położono" artylerię przeciwlotniczą, ale podważono całe zagadnienie... Po prostu ośmieszono je na długie lata. "Rakiem" i "do rowu"!"

 


W 1923 roku wprowadzono jednolite regulaminy dla całego Wojska Polskiego. By sprawdzić ich użycie w praktyce wysyłano do jednostek liniowych oficerów, mających symulować warunki bojowe. Na przykład w czasie inspekcji jednego z pułków ułanów wyprowadzono szwadron w pole.
Jeden z oficerów inspekcjonujących "zasymulował":

"Tam, zza wzgórza wylatują dwa samoloty i zaczynają pikować w kierunku waszej kolumny. Jaki będzie rozkaz?"
A rotmistrz Guczełowicz (z byłej armii carskiej), dowodzący tym szwadronem rzucił komendę:
" Ot, swołocze, lotcziki, nu, ja im pokaża!"
I dodał gromkim głosem do oddziału:
" W kusty job waszu mać!"
Inspektorzy byli wbici w ziemię skutecznością tego nieregulaminowego rozkazu.


Ciekawe zajście miało miejsce w czasie inspekcji koszar jednego z pułków artylerii konnej. Wizytujący pułkownik zwrócił uwagę na ludzkie ekskrementy leżące na środku placu. Wściekły zawołał przechodzącego nieopodal podporucznika, i pokazując palcem "cegiełkę" wrzeszczy:

"Co to jest?!"
Zmieszany podporucznik zastanawia się: "A co, ślepy?", ale odpowiada służbowo:
" Melduje posłusznie, że to nikt z naszych. Jak wychodziliśmy to tego tu nie…"
Pułkownik jeszcze bardziej wściekły:
" Ja się nie pytam kto, tylko co to?!"
" Gówno, panie pułkowniku, melduję posłusznie! Widać ktoś narobił tutaj, panie pułkowniku."
Wyprowadzony z równowagi pułkownik woła do siebie idącego placem podoficera i ponawia do niego pytanie. Ten odpowiada:
" Łajno, panie pułkowniku, melduję posłusznie!"
Zadowolony z odpowiedzi pułkownik zwrócił się z kolei do podporucznika:
" Widzicie, czy to aż tak trudno oficerowi prezentować taki poziom?"
Bez komentarza.


Około roku 1933 nastąpiła pewna odwilż w stosunkach polsko - radzieckich. Ówczesnym ambasadorem sowieckim w Warszawie był przemiły i kulturalny Antonow - Owsiejenko. Po wizycie Józefa Becka w Moskwie ambasadora zmieniono. Podczas jednej z imprez w MSZ, już po "kilku głębszych", jeden z polskich oficerów zapytał wysokiego oficera sowieckiego, dlaczego odwołano Antonowa - Owsiejenkę. Ten odpowiedział śmiechem i słowami:
" Nu, batienka, kagda wasz Biek (Beck) prijechał k'nam w Moskwu i kagda naszi uwidieli, szto eto za żuczok, tak rieszili i wam nastojaszcziego żuka prisłat'."
Ów "żuczok" to odpowiednik polskiego słowa "spryciarz".
Dyplomacja über alles!